#instamatki

Zagościliśmy w świecie obrazkowym – Instagram. Mamy tam swój mały kącik. Staram się dokumentować każdy wspólnie spędzony dzień. Przy tej okazji podpatruję innych rodziców. Głównie matki :) Takie małe spostrzeżenie. Klikam na posty otagowane hashtagiem: #instamatki. Setki, tysiące zdjęć i profili. Wchodzę, patrzę, podpatruję. Potrzebowałem chwili, żeby zastanowić się nad pewnym zaobserwowanym, być może nieistotnym dla innych szczegółem. W kobiecym świecie mężczyzna jest rzadkością. Byłbym niesprawiedliwy pisząc, że nieobecny zupełnie. Skądże, pojawia się tak efemerycznie; w postaci rąk, nóg a czasem nawet całej postaci. Najczęściej śpiąca para, tata i dziecko. Taki rozczulający widok. Tata z dzieckiem na plechach. Siłacz. Tylko do takich zdjęć trudno jest dotrzeć pod ogromem szczęścia samotnie występujących kobiet z dzieckiem bądź dziećmi. Pewnie nikt inny nie zwrócił na to uwagi. Może to wszystko wynik mojej nadwrażliwości choć moim zdaniem ciekawe warte odnotowania zjawisko. Kobiety mają dzieci same z siebie. Ze swoimi psami, królikami, konikami lub innymi kobietami :) Zabawne.

Popatrzę na hastagi: #instatata. Podzielę się spostrzeżeniami w kolejnej wolnej chwili.

Układanka….

Dyżur przedszkolny – jest.

Szkoła podstawowa obok przedszkola – jest.

Szkoła muzyczna (popołudniowa) – jest.

Powoli….. wszystko się układa. Nie do końca idealnie ale cieszymy się z tego co los nam zsyła. Staramy się doceniać co jest zamiast narzekać nad tym czego nie ma. Potrzebujemy spokoju i stabilizacji. Może się uda…..

Tata to nie rodzic…..

Marianna i ja byliśmy zameldowani w moim starym mieszkaniu na Mokotowie. Wszystko za zgodą i przy akceptacji mamy….. tak było od początku. Teraz szanowna mamusia bez mojej wiedzy i zgody zameldowała Maniuszkę u siebie i zapisała do rejonowej podstawówki pod swoim domem. Do tego wyrobiła dowód i być może paszport zupełnie mnie w tym pomijając. Wiem, teraz tak można ale czy nie byłoby dobrze mnie o tym fakcie poinformować albo nawet skonsultować?

„Pomyślałaś jak byś zareagowała gdybym to ja zrobił coś podobnego bez Twojej wiedzy i zgody?” Pik, pik: „Śmieszny jesteś.” Później nie było lepiej.

Czy w swojej bezczelności to nie ja powinienem się posunąć do takiego nadużycia i zameldować Maniuszkę u siebie i u siebie zapisać do szkoły? Mam całkiem przyzwoitą szkołę pod domem, możliwość odbierania Mani odpowiednio wcześniej, są dziadkowie,  rodzina mamy mieszka blisko. Mama czasu dla dziecka nie ma i jedyne co proponuje to opiekunka i siedzenie w klubiku lub powroty dziecka kiedy będzie starsze z kluczem na szyi do pustego mieszkania. Pomyślałem tylko co by się działo gdybym ja: krzyk…. prawnicy, straszenie, sąd….. a ja uszy po sobie i szukam dobrych stron tego że przez kolejne sześć lat będę jeździł z Manią po całej warszawie tylko po to żeby spędzić z nią kilka chwil. Mama nie ma czasu dla dziecka ale musi je mieć obok siebie bo….. jest mamą.

Co robić? Jak zareagować? Chcę się zajmować dzieckiem a nie mogę bo mama uważa, ze w jej dni ma prawo decydować czy będzie z dzieckiem czy będzie opiekunka. Mnie nie bierze w ogóle pod uwagę nawet kiedy deklaruję czas wolny i chęć pomocy.

Bieżączka…..

Badania w Kajetanach. Zmienił się termin na czwartek. Możesz jechać? Odpisz. To ważne. Mogę, mogę…. :) Oddzwoń to ważne. Dzwonię. Jestem chora ale mogę z Manią jechać. Jeśli masz brać urlop to ja pojadę. Odpowiadam: Nie ma sprawy ale chcę jechać. Jedźmy razem. Nie. Z tobą nigdy. Mówię: Może jednak. Nerwowy śmiech i krótkie: Nie. Rozłączyła się. Zbyt nerwowy sms. Podtrzymuję chęć wspólnego uczestnictwa w badaniach Mani. Cisza.

Wdrukowane pod powiekami

Nigdy cię nie kochałam. Nigdy z tobą nie będę. Denerwuje mnie w tobie wszystko. Zapomnij o tym. Przestań. Pogódź się.

Po kolejnych kilku miesiącach zabawy we wspólne pomieszkiwanie Ewa w połowie marca ostatecznie nas opuściła. Starałem się być wspierający, cierpliwy, ciepły i zachęcający. Wielkie, wielkie nic…. Nie wyszło. Nic. Teraz dwa miesiące ciszy i zerowej komunikacji. Pisałem, dzwoniłem, próbowałem podtrzymać kontakt. Nic.

Wdrukowane pod powiekami….. dwie kobiety wracające z biegania. Mania na szczęście z opuszczoną głową. Nie widziała. Przejechaliśmy w ciszy. Nie umiem tego widoku wyrzucić z głowy. Każde przymknięcie oczu wraca obrazami. Niby wiedziałem. Niby oswoiłem. Boli.

Z półroczną Manią w wózku trzy, cztery razy w tygodniu….. Lasek Bielański, Kępa…. Później Mania na rowerze ja biegnę z boku. Tak przez wspólne kilka lat. „Nie będę z tobą biegała. Bolą mnie kolana, pocę się. Bieganie to sport dla idiotów.” Co się zmieniło? „Nie będę z TOBĄ biegała.” Nic. Nie bieganie przeszkodą. Ja, my wspólnie, razem, pasja, zbliżenie. Nigdy nie byliśmy razem. Nie chciała.

Znów przymknięcie powiek….. zabolało. Razem pracują, biegają…. są razem. Tak jak my nigdy. Nie chciała.

Powroty i odejścia…. zawsze myślałem, że są jej wewnętrzną walką. Wahaniem. Chwilą przed…. a były? Były przerwami w tamtej grze. Powroty i odejścia. Nie ode mnie i nie dla mnie. Wszystko w ich rytmie. Na fali tej gry podskakuję w tępie ich zbliżeń i oddaleń…. Nie ma w tym mnie. Nie ma dziecka.

Trudne egzaminy. Dużo nerwów. Mania się nie dostała. Wszędzie jeżdżę sam. Wszystko na mojej głowie. Padam na twarz. Nie daję rady. Zamiast pomocy ciągła presja i ciągłe zastrzeżenia do mnie jako do ojca. Podnoszę się znad biurka. Idę do domu. Trzy dni samotności. Muszę to przemyśleć. Jak przez trzy dni nie zamykać oczu? Wdrukowane. Ile razy można tracić nadzieję? Wstań z kolan. Maniuszka jest najważniejsza. Wstawaj. Wstałem. Posprzątałem w domu. Wyprałem Mani pościel. Wychodzę. Obiad w większym gronie. Rozmowy o niczym. Śmiech. Żarty. Cztery osoby poobijane przez życie. Złączeni w bólu. Dobrze się ze sobą czujemy. Potrzebowałem tego. Jednak nie umarłem.

Niemmamczasunagłupoty…….

…..wykrzyczałem w lustro z pianą na ustach i skończyłem myć zęby. Uprasowałem koszulę. Wybiegłem w pośpiechu z domu z kurtką przerzuconą przez ramię.

Nie spóźnić się.

Jadę po Maniuszkę.

Tak wyglądał dzisiejszy samotny poranek. Dobrze przynajmniej, że możemy jechać razem do przedszkola. Kradzione chwile z Manią. Pół godziny wspólnej drogi. Na rozmowę. Przytulanie. Spacer do przedszkola i pożegnanie.

Kiedy idziemy obok siebie jej mała rączka wędruje w górę do mojej i mocno ją ściska. To najpiękniejsze co od życia dostaję. Miłość, spokój, zaufanie. Wzrusza mnie to za każdym razem.