Poświąteczne powidoki.

Spać nie mogę. Czas nadrobić zaległości bo dużo się u nas działo. Działo się w głowie i szybko przeszło do realizacji. Teraz się martwię, że zbyt szybko. Rodzina, mama, tata, dziecko. Bliscy sobie, mieszkający i żyjący razem. Tak wyobrażam sobie szczęśliwe życie dla Marianny więc kiedy tylko pojawiło się światełko w tunelu zacząłem działać. Szybko wycofałem się z nowego związku (źle?). Szybko przygotowałem grunt na powrót mamy (dobrze?) a zaczęło się tak……

Nasza poranna jazda do przedszkola zaczyna się z domu lub pod kamienicą mamy. Odbieram Mariannę po spędzonym tam wieczorze lub weekendzie. Zwykle schodzi do mnie sama. Prosiłem: Zero kontaktów twarzą w twarz jeśli nie jest to konieczne. Nie prowokujmy niepotrzebnych napięć. Tak było do pewnego czasu. Na dwa tygodnie przed świętami mama zaczęła schodzić z Maniuszką i szła z nami w drodze do garażu. Rozmawiając, śmiejąc się i w końcu żegnając z Manią, która wtedy zwykle jest w moich ramionach. Trochę było z tym zachodu i lęku (pisania sms-ów) aż w końcu wyszło, że zachciało nam się wspólnie przytulic do siebie w tej większej gromadzie. To w jakiś sposób nas wszystkich otworzyło na nowe możliwości. Do tego momentu nikt z naszej trójki ich nie widział. Stało się…. ziarenko piasku potoczyło się piaszczystym zboczem pociągając za sobą lawinę zdarzeń.

Ustalamy w weekend mamy wspólne wyjście do teatru. Mama nas odwiedza i zostaje na noc. Kilka dni przerwy, nasz weekend, choroba Maniuszki. Jesteśmy cały tydzień w domu. Mama w ustalonym na spotkania z dzieckiem czasie odwiedza nas i zostaje kilka razy. Uciekam do łóżka Młodej. Dziewczyny śpią u mnie. Tak to trwa z przerwami aż do czasu wyjazdu mamy na kilkudniowe szkolenie. We mnie wszystko się gotuje ze strachu bo widzę jak reaguje Maniuszka. Przed wyjazdem pisze rozpaczliwego maila z prośbą o szybkie postanowienie: Co dalej? Myślę przerażony konsekwencjami: Ponownie zdestabilizowaliśmy życie dziecka emocjonalną nieporadnością. Tak bardzo się starałem wyciszyć nasze życie, zapewnić powtarzalność zdarzeń i na tym odbudować bezpieczeństwo i spokój dziecka a tu taki fałsz…. Mania pyta: Kiedy przyjedzie mama? Wącha piżamę i skarpetki leżące na pralce i płacze. Co ja najlepszego narobiłem? Mój Boże. Co teraz? Cholera. Narozrabiałem. Gorzej niż dziecko. Bo dziecko właśnie największy miało do tego dystans ale w końcu i w nim coś pękło. Zawiodłem. Ponownie zawiodłem jako ojciec. Nic to, ze w dobrej wierze. Nic, że myśląc o dziecku. Nie wolno mi było wpuścić tej kobiety ponownie do naszego życia. Wpuściłem. Chciałem tego, pragnąłem. Oszukałem Maniuszkę, że wszystko już będzie dobrze. Zresztą mama przez te wszystkie dni nie poruszała ze mną tego tematu. Postanowiłem. Więcej żadnego wspólnego czasu. Dodatkowo zostałem okrzyczany przez mamę Marianny za maila, który został przerobiony na terapii i uznany za okropną podłość. Gram dzieckiem, próbuje wpłynąć, używam dziecka jako argumentu. Używam a i owszem ale jako argument do zaprzestania naszej zawieszonej relacji. Wyjechała. Zostaliśmy sami.

W zabawie z Maniuszką w weekend połamałem żebra. Ból był nie do zniesienia. Wybrałem się do lekarza po coś przeciwbólowego a ten kiedy tylko mnie osłuchał natychmiast skierował do szpitala z podejrzeniem przebicia opłucnej. Masakra. Pierwsza rzecz jaka jeszcze przed wyjściem zabrzmiała mi w głowie to: Co będzie z Maniuszką? Kto ją odbierze z przedszkola? Kto zawiezie na zajęcia? Jak długo będą mnie tam trzymali? Już ze szpitalnej izby przyjęć próbowałem organizować plan awaryjny choć nie myślałem, że będzie potrzebny. To śmieszne. Ja i chorowanie. Zawsze mi się udawało. Tym razem będzie podobnie. Plan się przydał o tyle, że siedziałem tam do wieczora. Dziadek odebrał Manię. Wróciłem do domu po dobrych lekach przeciwbólowych. Do rana nic mnie nie bolało. Przynajmniej fizycznie bo w głowie zapanował nieład. Widzisz? Pomyślałem. Tak to jest kiedy zostaliśmy sami. Nie ma na kogo liczyć. Nie ma nam kto pomóc. Trudno jest się organizować. Kiedy wszystko idzie dobrze dajemy radę. Kiedy tylko wkrada się w nasze życie chaos choćby w postaci choroby pojawia się kryzys organizacyjny. Maszynka którą obsługuję jednoosobowo jest jak widać bardzo zawodna. Co robić? Stchórzyłem. Po powrocie z Paryża pozwoliłem mamie do nas wrócić na kolejny dzień. Przegrałem.

Święta miały być mamy. Tak ustaliliśmy wcześniej. Boże narodzenie i Wielkanoc bez dziecka. To było dla mnie wielkie ustępstwo. Wytargowałem jedynie lany poniedziałek walcząc dziko bo i te święta miały być w całości wyjazdowe. Postawiłem się. Zawiozłem Maniuszkę w czwartek. Piątek w pracy i nieustające pisanie do siebie. Co dalej? Dopytywałem. Tak nam nie wolno. Pisałem. Prosząc o szybką decyzję. Cisza i w końcu wieczorem wiadomość z prośbą o wspólne pójście ze święconką. Co miałem robić? Pojechałem. Sobota i niedzielny poranek razem. Niedzielne popołudnie u mamy. Mój poniedziałek od dwunastej. Rodzinny obiad i czas spędzony z córkami, bratem, dziadkami. W ciągu dnia napisałem: Przyjedź proszę jak będziesz miała dość nauki. Czekamy z Marianną na Ciebie. Do teraz Cisza. Żadnej odpowiedzi. Usypiałem Maniuszkę czytając bajki. Sam nie przespałem nocy.

Pora iść pod prysznic. Budzić Maniuszkę i jechać do przedszkola i pracy. Zastanowię się co dalej. Napisze kiedy to wszystko poukładam w głowie.

Witaj kolejny samotny dniu.

IMG_20150122_122238

21 przemyśleń na temat “Poświąteczne powidoki.”

  1. izek1221 pisze:

    Bardzo podoba mi sie Twoj blog ;* nie ma nic wsoanialszego jak samotny ojciec ktory potrafi sie opiekowac swoim dzieckiem!

    1. Agni pisze:

      Ty chyba nie mówisz poważnie. Tu są problemy i wątpliwości i smutek, zwłaszcza dziecka. Co w tym wspaniałego ?!

    2. ~Monika pisze:

      Szkoda, że dla samotnych kobiet nie ma takiej pochwały, tylko krytyka, że pewno najgorsza skoro sama, albo jakaś wybrakowana skoro facet zostawił. Samotny ojciec to rozczula, a jej to tylko noże w plecy ;)

      1. Czas przywyknąć nam wszystkim że liczy się tylko rodzicielstwo. Jego jakość. Budowanie więzi, okazywanie miłości, bezpieczeństwo. Płeć rodzica nie powinna mieć znaczenia. Nie jestem taki idealny. W końcu ode mnie odeszła ;)

        1. ~aga pisze:

          jesteś Ojcem a to ogromny obowiązek i Ty STARASZ SIĘ MU SPROSTAĆ.Życie to nieustanna układanka-ułożysz jedno i wystarczy lekki podmuch i znów trzeba łapać rękami i nogami wszystko naraz żeby tylko uratować to ,co zdążyliśmy ułożyć. niestety życie nas nie rozpieszcza ale to właśnie dzieci są dla nas tym motorem i ogromną motywacją, i to dla nich co dzień wstajemy z łóżka i walczymy o każdy dzień. i na koniec jeszcze jedno-życie uczy pokory, więc skoro wiesz z mamą ,gdzie popełniliście błąd i jeśli dojdziecie do wniosku ,że jest o co walczyć-powalczcie razem i nie dla Małej, tylko dla siebie. a mała i tak na tym skorzysta – choć to niewłaściwe słowo- ale jestem niemal pewna ,że wasza Mała marzy o tym ,żeby Mama i Tata byli razem. Trzymam kciuki ,żebyś mógł spełnić swoje marzenia i stworzyć rodzinę od nowa. Jesteś facetem z krwi i kości i wierzę ,że Ci się uda. i życzę Ci z całego serca ,ąbyś resztę życia spędził móc kochać i być kochanym nie tylko przez córeczkę

  2. Agni pisze:

    Proszę się nie obwiniać, że marzy Pan o normalności i o odbudowaniu związku i podświadomie do tego dąży. Ale fakt, jak najszybciej powinniście się dogadać, czego oboje chcecie bo dziecko wisi w niepewności. Albo mama i tata się schodzą i budują od nowa, albo zostają przyjacielskie relacje. Może i matka zrozumiała że trochę się pogubiła i za szybko zaczęła palić za sobą mosty. Nie mniej jednak czas się dogadać. Tego też Wam życzę – zdecydowania i cierpliwości. I otwarcia się na siebie nawzajem.

    PS: Zadedykowałam Panu swój najnowszy wpis. Pozdrawiam

  3. Tamara Tur pisze:

    Postanowiłam zajrzeć na Twojego bloga, bo zauważyłam Twoje komentarze na blogach, które czytam. Stwierdziłam: fajnie, jest jakiś tata, który prowadzi bloga, muszę to zobaczyć. No i cóż nie spodziewałam się takiej tematyki, takich rozterek, problemów taty, który nie tworzy z mamą dziecka szczęśliwej rodziny, ale mimo to jest 100% ojcem dla swojego dziecka. Z wpisu wynika, że nie raz jest nawet tym lepszym rodzicem, bardziej zaangażowanym. Jestem na razie po przeczytaniu tej jednej notki, którą komentuję, ale na pewno wrócę wieczorem po więcej, kiedy to jest mój czas dla siebie. Pozdrawiam

  4. ~mama-sama pisze:

    Ehh. Za taka iskierkę, światełko w tunelu ze strony Tatusia dałabym wiele. I pewnie też od razu zrobiłabym wszystko, by to jak najlepiej wykorzystać. Potrzeba stabilizacji to nie grzech. Wiara w lepsze jutro i w ludzi, nawet tych, którzy nas krzywdzą to cnota. Pozdrawiam!

  5. Mama wzięła Mariannę do domu. Jestem sam. Smutno. Smutek czuję całym sobą. Mocniej niż zwykle. Cieleśnie.

    Boję się, że to zwykłe chciejstwo. Nic z tego nie wyjdzie. Wciąż słyszę wyrzuty i pretensje. To się nie może udać. Mogę próbować zmieniać siebie (troszkę). Na innych nie mam wpływu. Mama nie chce niczego trwałego z nami budować. Tymczasowość musi się kiedyś skończyć taka jej natura. Jak kolejne rozstanie przeżyje Mania? :(

  6. ~Zuzanna pisze:

    Nie Pan wpływu na zachowanie mamy córki,ale w jednym ma Pan rację-to raczej się nie uda… Wiem,ze to okropne i może powinnam napisać, żeby Pan próbował,że bedzie dobrze,ale…i dla Pana i dla córki byłoby lepiej gdybyscie zapewnili jej spokój(właśnie taki jak Pan próbował jej zapewnić), a w ten sposób rzeczywiscie dziecko ma mętlik w głowie i wielką nadzieje…a Pan nie może mieć pewności czy uda sie te nadzieję spełnić… Jeśli rzeczywiście chce Pań spróbować na nowo to najpierw niech spotka się Pan z mama Marianki sam na sam wiele razy,a dopiero kiedy po tych spotkaniach będziecie pewni(chociaż w 100% pewnie nie bedzie Pan),ze chcecie znów spróbwać,włączcie w te wspólne spotkania Manię. Widać, że najważniejsza jest dla Pańa córka i każdy człowiek na Pana miejscu pewnie chciałby wykorzystać to światełko w tunelu,ale patrząc realnie-czy bedzie Pan potrafił zaufać od nowa sobie i Jej-tak,żeby byc pewnym,że sytuacja się nie powtórzy?Jesli mimo to chce Pan spróbować to załatwcie to poza Marianką,ją włączcie w to wszystko dopiero gdy będziecie siebie pewni…Zyczę Panu i Mariance wszystkiego najlepszego, przede wszystkim stabilizacji, jeśli uda się to z Jej mamą wspaniale,ale jeśli tym razem też nie,musi Pan pozbyć się złudzeń i ruszyć do przodu-da Pan rade-pokazał już Pan, ze jest wstanie,więc i ty razem będzie dobrze,trzymam kciuki:)

  7. ~Monika pisze:

    Wzruszyłam się… przed Wami wiele ciężkich decyzji. Zawsze dziecko cierpi najbardziej. Najlepiej by było gdybyście się zeszli, teoretycznie! Najgorzej by było gdybyście się zeszli, a później rozstali. Jeśli nie spróbujcie, nie będziecie wiedzieli… obojętnie jaką decyzję podejmiecie, trzymam za Was kciuki1 ;)

  8. ~tss pisze:

    Polecam: Krótko o więzi – http://www.stachurska.eu/?p=8459 .

  9. Przerobiła to na terapii i uznała, że używasz dziecka jako argumentu? Matko… Owszem, terapia to praca nad sobą, dbanie o własne potrzeby itd., ale kiedy w grę wchodzi małe dziecko to chyba powinno się to wziąć pod uwagę. Nie znam całej historii (zaraz poczytam trochę więcej wpisów to może coś się wyjaśni), ale nie jesteście parą bezdzietnych dwudziestolatków, którzy szukając własnego „ja” będą sobie próbować przedłużać „werdykt” o charakterze Waszej relacji. To wszystko dzieje się na oczach Waszego dziecka, a więc i w jego głowie i sercu. W związku z tym ciężko dziecko nazwać argumentem.

    Pewnie mocno kochasz tę kobietę i dla Waszej córki byłoby na pewno lepiej gdyby żyła z obojgiem rodziców jednocześnie. Póki jednak nie będzie jasne na czym stoicie moim zdaniem to wszystko nie powinno się dziać na jej oczach, nie powinna być świadkiem Waszych prób i rozterek lecz ich rezultatu…

  10. ~A taki tam pisze:

    Witam.

    Po mojemu daruj Sobie próby powrotu do czegoś co było.
    Zapłacisz za to nerwami, zdrowiem swoim i dziecka.
    Trzeba się było trzymać pierwszej wersji zero kontaktów bez konkretnej przyczyny, i nie odpuszczaj wszystkiego walcz o swój czas w święta.
    Mi może łatwiej było ale wiem jak bolą święta bez dzieci, mimo że moje córki są sporo starsze a święta spędzają z moją rodziną.

    Pozdrawiam trzym się .

  11. ~Emilka pisze:

    Tato drogi. Z tego co czytam i rozumiem jesteś wspaniałym ojcem i to jest najważniejsze a że mamusia nie doceniła olej to. Najważniejsza jest Mania i dla niej żyj, wstawaj każdego dnia z uśmiechem na twarzy. Pozdrawiam cieplutko Maniusię i ciebie Tato. Jesteś BARDZO DZIELNY !!!!!!!

  12. ~NOSTRADAMUS pisze:

    Przypadkiem wszedłem na bloga i to co w tym wpisie przeczytałem nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak imię dla córki…
    Mała będzie miała przeryćkane w szkole…

    1. szlendakk pisze:

      Piękne Imię po Prababci….

    2. ~Emilka pisze:

      Bzdura jakie przechlapane. Każde imię jest piękne jesli się je uszanuje. Ja mam wśród znajomych Mariannę i wołamy na nią Marianka i Marynia i dziewczyna ma juz 21 lat i nikt się z niej nigdy nie śmiał. Ja nie wiem jakimi kategoriami ty myślisz . Ciemnogród i zaściankowość

  13. ~Ania pisze:

    Tak wiele mówi się, że to ojcowie są ci źli, ci którzy zostawiają, ci którzy niczym się nie przejmują. Jak widać, bywają ojcowie, którzy starają się być i matką i ojcem w rodzicielstwie. Żałuję, że tak rzadko się ich pokazuje, chwali. Z jednej strony współczuję, że na Twojej drodze pojawiła się ta egoistyczna kobieta. Z drugiej jednak, to szczęście, że ją spotkałeś, ponieważ nigdy nie doświadczyłbyś ojcostwa, względem takiej jaka jest, Marianny. Wszystkiego dobrego, mam nadzieję, że kobieta kiedyś oprzytomni…

  14. ~Allla pisze:

    Nie czytałam wcześniejszych wpisów, ale po tym się zastanawiam… czy naprawdę dziecko w wieku przedszkolnym nie jest w stanie zrozumieć, że mama wyjeżdża na kilka dni na szkolenie? Rozumiem, że kwestia pojawia się i znika jest frustrująca, ale tylko gdy jest źle wyjaśniona. Przecież można dziecku wyjaśnić, że rodzice nie mieszkają razem, ale czasem mama zostaje u taty lub na odwrót, a czasem nie….Sama jestem mamą 2,5 latki i wierzę, że już ona by to pojęła, co dopiero starsze maleństwo. Proszę próbować :-)

    1. Chyba nie tutaj tkwi problem :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>