Na nowo….

Dzień na wizytę u mamy. Odebrałem Maniuszkę. Piszę: „Właśnie wychodzimy z przedszkola.” Po chwili odpowiedź, że jest jeszcze w pracy nie wie o której będzie. Mam jechać tu i tam. Zrobić to i to. Zdziwienie. Piszę ponownie: „Napisz kiedy już będziesz.” Po chwili wyświetla się na ekranie: „Ok.”. Jedziemy do klubiku. Na Maniuszki życzenie. Pusto. Nikogo nie ma. Nie ma dzieci. Zupa, dwa tosty. „Całuski i buziaczki” przeczytane trzy razy. Przytulasy, łaskotki i gadanie o niczym. Najdłuższa godzina w moim życiu. Okropne oczekiwanie. Na kolejne dwa dni bez Mani. Czas rozwleczony do nieskończoności. Mania smutna, ja smutny. Kiedy już wiem, że czas jechać ciężka droga do samochodu i…..

Maniuszka z piskiem i krzykiem…. mama….. Przechodzimy na drugą stronę ulicy. Biorę dwie torby z zakupami od Ewy i wnoszę na czwarte piętro. Szybkie przytulenie Mani. Schodzę na dół bez oglądania się za siebie. Boli. Boli jak wtedy. Jak za pierwszym razem.

5 przemyśleń na temat “Na nowo….”

  1. Tamara Tur pisze:

    Jak często są te „spotkania”? Ciekawe czy mamuśka nie wpadnie na jakiś genialny pomysł na wakacje. Ale może nie będzie mieć czasu. Jak zwykle…

  2. szlendakk pisze:

    Spotkań już nie ma….. była obietnica wspólnych wakacji oczywiście w ostatniej chwili odwołana. Bo ze mną się przecież nie da. Jestem agresywny bo proszę o zerwanie z byłą i zaangażowanie w nasz związek. No patologia jestem na całego….. nie ma żadnej byłej a ja ją tłamszę…. itd. Ze mną nie da się funkcjonować…. tego ona najbardziej nie chce. Powrotu do mojej obsesyjnej zazdrości. Więc mamy rozwalone wakacje na całego. Dwa tygodnie z Maniuszką nad morzem ze stałym motywem…. dlaczego? Masakra. Głowa do góry…. muszę. Idziemy na plażę ;)

  3. ~goostaf pisze:

    Mam mieszane uczucia. Współczuję, podziwiam, dopinguję, a jednocześnie nie mogę się pozbyć lekkiego niesmaku. Mam wrażenie że po wysłuchaniu relacji drugiej strony straciłbyś „rolę” ofiary. Może ta obsesyjna zazdrość, tłamszenie, to nie tylko same wymysły.
    Z jednej strony jesteś tym, który dążący do unormowania stosunków, ustabilizowania całej tej dziwacznej sytuacji, z drugiej strony gdyby było tak naprawdę to z tych wpisów nie przesiąkałoby ciągłe obwinianie matki Twojego dziecka.
    Gdy obwiniasz siebie to też wyczuwam (czy słusznie?) nieszczerość: jak panienka która kryguje się: „ależ dzisiaj niekorzystnie wyglądam”, oczekując zaprzeczeń.
    Wina prawie nigdy nie obciąża jednej strony związku. Może obie strony Waszego małżeństw to osoby trochę „potłuczone”.
    Ale nadal dopinguję, trzymam kciuki (przede wszystkim za Mariannę) i życzę, byś chłopie dał radę wziąć na klatę : „spieprzyłem”. Jeszcze pewnie nie jedno spieprzysz. Co z tego. Nie ty jeden. Ważne żebyś mimo to zrobił co do Ciebie należy. Niech Marianna widzi, że facet to ktoś, kto mocuje się z życiem, i mu się udaje. Podnieś się i zacznij chodzić po stałym gruncie, zamiast taplać się w g… błocie. Jesteś facetem, a nie mendą, więc zacznij żyć, a to co należy do mendy samo odpadnie od Ciebie. Chociaż boli, to przecież nie ma za czym płakać.

    1. szlendakk pisze:

      Oczywiscie, ze przemawia przeze mnie gorycz. Oczywiscie, ze widze wszystko jednostronnie, nie jestem obiektywny. Oczywiscie wina jest po obu stronach. Oczywiscie jestem podlym zazdrosnikiem ;) Wydaje sie, ze takich oczywistosci nie trzeba pisac. Pisze glownie o swoim bolu i rozczarowaniu. Klopotach z wychowaniem Maniuszki i staram sie zrozumiec. To mi wlasnie najmniej wychodzi. Tak samo jak obiektywizm :) Piszac jednak o mamie Marianki bardziej chce opisac sytuacje z jakimi sie zderzamy niz oceniac choc z tym jest trudno. Ocencie sami i sprobujcie postawic sie w mojej roli. Pomimo wielu wad i bledow jakie popelnilem w zyciu mam sile walczyc bo kocham i staram zmieniac pod wplywem…. Nie tylko dziecko potrzebuje pomocy i wsparcia. Wspolczesny swiat i dla doroslych ludzi to gaszcz nie do przejscia. Mozna sie pogubic. Dlatego wcisz mam wyciagnieta dlon w kierunku matki mojego dziecka. Wybor nalezy do niej…. i zna mnie doskonale, wszystkie moje slabosci i malosci. Czekam i to ja wlasnie w calej tej sytuacji stoje wyprostowany i staram sie dla dziecka i mamy.

  4. ~Agni pisze:

    Jestem, przepraszam za zaniedbanie. Z powodu pracy nawet własnego bloga nieco odpuściłam.

    Cóż, nie ma lekko. Relacje nie są łatwe… Ale ja już mówiłam, myśle że lepiej byłoby zamknąć pewne drzwi i ułożyć życie na nowo. To by chyba było zdrowsze dla wszystkich. Mama ze swoją osobowością nie da się ułożyć w ramy. Zawsze będzie w niedoczasie.

Odpowiedz na „~goostafAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>