List do świętego Mikołaja

Ranek przed wyjściem do przedszkola. Maniuszka wyciągnęła starą zabawkę. Śpiewającego, chodzącego Mikołaja. Mikołaj śpiewał świąteczną piosenkę Mikołaja i maszerował w kółko po podłodze. My maszerowaliśmy za nim. Śmiech.

Rozmowa podczas ubierania:

Marianko za tydzień kiedy będziemy razem napiszemy list do Świętego Mikołaja.

Mówię podczas wciągania na małe nóżki małych rajstopek.

Tylko dobrze się zastanów bo taki prezent dostaniesz.

List? Do prawdziwego Mikołaja?

Tak Mariannko.

Mania stoi. Podnoszę ją kilka razy za rajstopki tak, że sięgają po pachy. W objęciach Mikołaj. Mania po chwili zastanawiającego podskakiwania na łóżku z mocą pięciolatki oznajmia:

To je chcę, żeby tata i mama wzięli ślub!

Biorę ją w ramiona. Mocno przytulam i mówię: Usiądź na łóżeczku Maniuszko. Poczekaj. Wychodzę do łazienki. Patrzę głęboko w lustrzane oczy. Małymi kropelkami spływają do umywalki. Potrząsam głową. Przemywam twarz i wracam. Kończymy ubieranie. Mania wybiera bluzeczkę. Wyliczanką. Wyszła inna niż chciała. Wyliczanka od nowa. Udało się. Ubieranie. Czesanie.  Mycie ząbków. Wychodzimy.

Dalej jak co dzień. Tylko Maniuszka, przez całą drogę do przedszkola jakby Milcząca bardziej. Zabawka w objęciach. Radio bajka w tle. Między nami cisza. Z Mikołajem idziemy do przedszkola. Niosę Mariannę na piętro do sali. Przytulam. Całuję. Dostaję całsa w policzek. Wchodzimy do sali. Mania rozgląda się. Zatrzymuje przy stoliku Pani. Wchodzi między dzieci. Rozmawia z kolegą pokazując zabawkę. Klękają na podłodze. Długo, długo patrzę jak pochylają się nad śpiewającym Mikołajem. Śmieją się, kręcą głowami po Mikołajowemu. Obraz rozmywa się w wilgoci. Przestaję widzieć. Wycieram twarz, oczy. Wychodzę. Smutny. Przybity. Co możesz Mikołaju dla nas zrobić? Nic.

Życie to nie świąteczne życzenia. Życie jest smutne. Bez światełek, prezentów i uśmiechniętych rodziców razem. Takie życie.

5 przemyśleń na temat “List do świętego Mikołaja”

  1. ~Agni pisze:

    Hm, trochę sobie Pan sam strzelił w kolano mówiąc, że czego córka zapragnie, to od Mikołaja dostanie. Życzenia dzieci są najczęściej proste i oczywiste, a ich spostrzegawczość nie ma granic. I nie rozumieją że mówiąc „prezent” dorosły myśli o czymś materialnym. Dziecko chce to, o czym marzy w danej chwili. …

    A życie? Życie płynie swoim torem i ma w nosie pory roku, święta czy inne okoliczności. Tak czy inaczej trzeba się modlić i mieć nadzieję. Najwazniejsze że wy dwoje – tata i córka – macie siebie.

  2. ~Tamara Tur pisze:

    Dla niej to pewno synonim zostania razem :( Szkoda dziecka w takich sytuacjach. One zawsze marzą najbardziej o tym, by rodzice byli razem, niezależnie od wszystkiego. Dopiero starsze dostrzegają smutek, cierpienie, łzy matki lub ojca i zaczynają oceniać sytuację, ale to zwykle jeden z rodziców musi być naprawdę mocno patologiczny, by dziecko stwierdziło, że dobrze, że odszedł :(

  3. Staram się w codziennym działaniu oswajać Maniuszkę z myślą, że zostanie jak jest. Delikatnie wplatać w codzienność słowa, działania przygotowujące ją do samotności pomiędzy. Żałuję. Żałuję tych powrotów pani mamy, wakacji wspólnych, weekendowych spacerów, wspólnych wyjść…. to główna przyczyna przedłużającego się smutku Mani :(

    1. Tamara Tur pisze:

      To co działo się latem dawało iskierkę nadziei… Teraz rozumiem, że nastąpił regres od tego?

      1. TatadlaMarianny pisze:

        Usłyszałem mniej więcej to: „Nie wiem czy chcę takiej relacji w najlepszym razie jak na naszym wyjeździe.” Kilka spotkań i mnie od siebie odcięła. Teraz? Rzeźnia. Kiedy dojdę do siebie…. postaram się w kilku żołnierskich słowach streścić to co nam się dzieje w ostatnim czasie :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>