Trzy miesiące w kilku akapitach

Weekend bez Maniuszki. Mogę usiąść i przemyśleć to co się w ostatnich miesiącach działo. Nabrać dystansu jeśli w ogóle to możliwe. Zaczęło się tak:

Wrzesień.

Zaczynamy rozmowę o podziale czasu i opieki. Dostaję wykaz zajęć i weekendów kiedy Ewa ma być na studiach. Dużo tego. Odpisuję, że damy radę. To już ostatni rok więc wszystko szybko się skończy. Po pewnym czasie dostaję również propozycję podziału weekendów w oparciu o grafik zajęć wraz z podziękowaniem, że bardzo pomagam i w ogolę była to miła wiadomość. Pod koniec miesiąca poprosiłem o ostateczne potwierdzenie wcześniejszych ustaleń.

Październik.

Na początku października napisała, że zajęcia są w określone wcześniej weekendy ale tylko w soboty do 14,30 w załączeniu tabelka z nowym podziałem. Została przewrócona naprzemienność weekendów a wyliczenia były precyzyjne co do dnia dla każdego z nas czyli wszystko co ustaliliśmy wcześniej poszło do kosza. Wiadomości zawierała dość szerokie uzasadnienie i nie dawała możliwości negocjacji. Pewnie dlatego, że pierwsza propozycja wyszła również w całości od Ewy i bez dyskusji ją zaakceptowałem. Otrzymałem taki oto kwiatek wraz z awanturą w gratisie bo wyjechałem na weekend, który według nowej rozpiski miał być w części dla Ewy. Półtorej godziny zarzutów i pretensji. Myślałem, ze umrę.

To był ten przełom w myśleniu o przyszłości. Tyle jadu, niesprawiedliwości i złości wywalono mi na głowę, że zrozumiałem ostatecznie: Wspólna przyszłość jest niemożliwa. Byłem tak roztrzęsiony, że długo dochodziłem do siebie. To już koniec. Tyle nienawiści skupionych na mnie za co? Za to, ze pomagam? Jestem na każde skinienie? Nie wytykam błędów, nie robię wyrzutów tylko cierpliwie czekam i robię swoje czyli dokładnie to co robiłem kiedy byliśmy razem.

Dodatkowo na koniec września przesłałem rozliczenie kosztów opieki z prośbą o zwrot połowy. Nie było sprzeciwu. Raczej ulga i zadowolenie: Dziękuję, cały czas o tym myślałam, nie przesyłaj mi kwitków przelewów ufam ci i dziękuję. Jeśli coś ci zostanie to wydaj na Manię. Wysłała pieniądze za półkolonie z sierpnia, wrzesień według rozliczenia i za październik do przodu pisząc, że tak będzie jej wygodniej. W sumie 2000 zł (tak naprawdę 2400 ale kazała sobie 400 zwrócić – zwróciłem). Podziękowałem i obiecałem na koniec każdego miesiąca przesyłać rozliczenie. Myślałem, ze sprawa jest zakończona. Ja naiwny! Zakończona tak samo jak podział opieki. Po pierwszej awanturze poszło już z górki. Za wszystko mi się obrywało, a że jestem dość niecierpliwy i impulsywny odpisywałem na wszystkie zarzuty na bieżąco zamiast poczekać na ochłonięcie. Pisałem czasem za dużo o kilka zdań. Teraz tego żałuję bo dałem tylko pociski do ręki.

W kwestii podziału czasu popłynąłem na całego. Napisałem co o tym wszystkim myślę. Błąd. Emocje w takich przypadkach są złym doradcą. Dotknąłem kwestii o których do tej pory milczałem. Liczyłem, że przyjdzie czas na zrozumienie. Po prostu napisałem prawdę choć nie powinienem, między innymi, że jest złą matką bo przedkłada wszystkie swoje potrzeby ponad dziecko (praca, studia, terapia, joga, czas wolny). Nie potrafi z niczego zrezygnować, żeby być z Manią. Nie pomyślałem. Głupi, głupi, głupi…… Załączyłem do tego swoją tabelkę z naniesionymi zmianami w grafiku Ewy pisząc, że ja to widzę trochę inaczej i zachęcałem do dalszej rozmowy w tym temacie. Zapadła dłuższa cisza. Złowieszcza cisza.

Listopad

W kwestii rozliczeń oczywiście też zmiana. Pytanie i wątpliwości. Przesłałem na koniec października rozliczenie. Cisza. Nic. Przesłałem ponownie. Cisza. Pytanie czy ma zamiar zapłacić za listopad? Nie. Odpisała w odpowiedzi i zasypała całą listą pytań: czemu za benzynę (połowa kosztów bo wszędzie wożę Maniuszkę samochodem – rano do przedszkola, po przedszkolu na zajęcia i zawsze odwożę do ciebie – sam wracam tylko do domu). Dlaczego to przedszkole muzyczne takie drogie? I po co w ogóle? Inne zajęcia po co? Ja mam inne pomysły na dziecko. Sportowe. W moje dniu niczego nie organizuj. Jak w ogóle śmiesz prosić o pieniądze? Kiedy byliśmy razem ja za wszystko płaciłam! Gdzie ty wtedy byłeś (opiekowałem się dzieckiem, byłem w domu)? Płaciłam za żłobek i przedszkole i w ogóle utrzymywałam dom sama! Wstydu nie masz. Wstyd mam. Płaciła jej mama przysyłając pieniądze na żłobek (prywatny). Później tak z rozpędu zostało. Nie powinniśmy się zgadzać. Tylko od przedszkola płacę za wszystko już ja. Zajęcia, wyjścia w rożne miejsca, za samo przedszkole też. Czekałem z obiadkiem lub kolacją, dziecko umyte w piżamce kiedy mama wracała do domu. Tak właściwie każdego dnia. Do tego weekendy na studiach a w wolne dni….. jest zmęczona lub musi się uczyc, więc chodziliśmy z Manią sami.

Trochę to przypomina typowe męskie zachowania. Uniki służące niepłaceniu alimentów i podważanie czasu i pracy jaki się wykonuje w domu (zwykle to nie ma wartości). Śmieszne. Kobiety działają tak samo tylko okazji im brakowało. Kiedy opieka w sądach częściej będzie przyznawana ojcom, pojawi się więcej takich przypadków. Ciekawe co na to feministki powiedzą ;)

Tu dochodzimy do sedna moich kłopotów. To co napisałem to tylko preludium. Mania chodzi na zajęcia muzyczne od kiedy miała 2,5 roku. Czyli już przeszło trzy lata. W przedszkolu do którego chodzi wybierają ja do śpiewania na występach i konkursach. Sama bardzo lubi śpiewać, tańczyć i ruszać się w rytm muzyki. Mama nigdy w tym nie uczestniczyła. Nie była na zajęciach, występach ani balach. Nigdy. Nie chwaliła dziecka, nie zachęcała. Kiedy zapytałem czy Mania będzie mogła zdawać do szkoły muzycznej?Odpisała, że ma poważne wątpliwości bo to są tylko moje ambicje, które przelewam na dziecko! (Skąd ona to wie?) Raczej sport, więcej ruchu a nie szkoła muzyczna. Zastanowi się ale nie jest przekonana. Chce zapytać nauczycielek Mani czy się nadaje. Miała na to ponad trzy lata! Czemu własnie teraz? Czemu nie wprowadzała w życie swoich pomysłów – w końcu na zawody chodzę z Manią ja i zachęcam do biegania ja i calej aktywności sportowej. Wiem jak to ważne. Sam biegając brałem Maniuszkę do wózka a później jeździła ze mną na rowerze. Gdzie w tym czasie była mama? Siedziała w domu :(

Dość to też moje emocje. Niepotrzebnie. Reasumując. Mam teraz taką sytuację:

- mama wozi dziecko do przedszkola (dobrze),

- mama nie zawsze wozi dziecko do przedszkola, tylko wtedy kiedy jej się chce (źle),

- mama po moich obraźliwych mailach postanowiła, że dziecko będzie u niej co dwa tygodnie (dobrze),

- mama kiedy jej nie ma bo jest na studiach bierze opiekunkę i nie pozwala mi być w tym czasie z dzieckiem (źle),

- mama w tym samym czasie nie pozwala planować żadnych zajęć bo to jej czas,

- szkoła i egzaminy rzecz wątpliwa.

Obawiam się, ze pójdzie dalej i w swoje wtorki i czwartki wspomoże się kimś kto będzie odbierał Manię z przedszkola i opiekował do jej powrotu z pracy – kosztem zajęć na które w tym czasie chodzimy.

Resztę później….. nie mam już siły. Nie wyszło to co napisałem zbyt składnie. Nie wyszło zbyt prawdziwie bo zbyt wiele istotnych elementów umknęło. Taki szkic pisany do przyszłości.

Kończę. Musze posprzątać w domu. Wywiesić pranie. Uprasować. Przygotować coś do jedzenia na jutrzejszy wieczór….. szczęśliwie z Manią. Nie mogę się doczekać :)

5 przemyśleń na temat “Trzy miesiące w kilku akapitach”

  1. O kurczę, przeczytałam Twój tekst i jestem pod wielkim wrażeniem… Po tym jednym wpisie wnioskuję, że po rozstaniu z partnerką to Tobie przydzielono opiekę nad córką, tak? Rzadkość w dzisiejszych czasach… Ale jestem pełna podziwu, szczególnie, że niewiele masz pomocy ze strony mamy dziewczynki. Jako matce nie mieści mi się w głowie, jak można być tak skrajnie nieodpowiedzialną kobietą, jak można olewać własne dziecko…? Ja sobie tego nie wyobrażam, to jest dla mnie totalna abstrakcja.
    Życzę wiele, wiele szczęścia i przede wszystkim satysfakcji z roli ojca i matki w jednym, to jest wielkie dokonanie! No i poza tym cierpliwości, która przyda się nie tyle przy dziecku, co przy użeraniu się z byłą partnerką… Pozdrawiam ! :)

  2. Nic w sądzie…. wszystko na gębę…. dlatego tak bardzo boję się sprzeczek, kłótni i sporów. Mogę stracić dziecko w sądzie dlatego sądu unikam. To co robię robię od zawsze…. tylko teraz już nie mieszkamy razem :(

  3. Tamara Tur pisze:

    Czasem mam wrażenie, że gdyby nie jej ogromna determinacja sprawiania Tobie jak największego cierpienia to by w ogóle na dziecko nie kichnęła… To tylko jej narzędzie manipulacji Tobą.

  4. ~Agni pisze:

    Ech, może to dobrze, że w końcu Pan powiedział SZCZERZE swojej żonie, co Panu leży na wątrobie. Wszystko ma swój kres, człowiek ma jakieś granice cierpliwości i nie może pozwolić drugiej osobie się upodlać w nieskończoność.
    Może to szkoda, że się Pan nie pokusił o sąd, by wszystkie ustalenia utrzymać w mocy, chociaz patrząc na polską „sprawiedliwość” i sądy, to w sumie nie ma się co dziwić.
    Siły i wytrwałości życzę.

  5. Jedyne o czym teraz marzę to spokój. Spokój dla mnie i Maniuszki.

    Znowu jestem szarpany…. tym razem przy użyciu cukierka czyli mogę spędzić z mamą i Manią czas w nie w moje weekendy. Ulegam. Tak bardzo tęsknię za Manią :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>