Kobiece łzy – cz. 2

Buds of  Common hepatica

W drodze do szkoły.

Marianno czemu siedzisz tak cichutko?

Nie wiem czemu. Chce mi się płakać.

Spoglądam ukradkiem na fotel obok. Marianka siedzi poważna ze szklistymi oczami.

Powiedz proszę co się dzieje.

Nie wiem tato. Tak mówię do siebie w myśli.

Co mówisz Marianko?

To moja tajemnica.

Dobrze. To tajemnica ale czasem dobrze się z kimś podzielić smutkiem. Tak jest łatwiej.

Cisza. Maniuszka kładzie głowę na mojej ręce i jedziemy w ten sposób dalej. Pod szkołą rozmawiamy o niczym i maszerujemy trzymając się za ręce. Na świetlicy Maniuszka szybko biegnie do koleżanek. Staje nad nimi i przygląda się grze w memory.

Do zobaczenia Marianko. Mówię głośno. Nawet się do mnie nie odwraca. Podnosi rękę i macha na pożegnanie. Wychodzę przybity. Na korytarzu przyspieszam. Przed szkołą biegnę już do samochodu. Siadam za kierownica. Zamykam twarz w dłoniach. Głowa opada. Głośno oddycham. Cholera. co robić? Żadna ze mnie Matka Teresa. Nie mogę po raz wtóry zaplątać się we własne marzenia. Nie da się być dla wszystkich dobrym. Nie da się wszystkich uszczęśliwić. Trzeba ustalić priorytety. Jeśli nie da się razem? Jeśli znowu nas porzuci dla kolejnej mrzonki. Ile jeszcze razy będę się oszukiwał. Raz za razem to sobie powtarzam ale bezmyślnie brnę w to jak głupiec.

Co robić kiedy kobieta płacze? Dorosła jak dziecko. Dziecko jak dorosła. Ja pomiędzy nimi. Bezradny/. Życie.

12 przemyśleń na temat “Kobiece łzy – cz. 2”

  1. ~iwand71 pisze:

    Ta dorosła płacze bo coś od Ciebie chce. Ta mała płacze bo jej smutno. Dorosłą pocieszysz dając jej więcej kasy. Małą pocieszysz trzymając za rękę i tuląc. Możesz wpłynąć tylko na to na co możesz wpłynąć, jeżeli na coś wpływu nie masz, po co się zadręczać? Skup się na tym na co wpływ masz.
    Jeszcze raz powtórzę. Dziecko jest szczęśliwsze widząc szczęśliwych rodziców osobno niż nieszczęśliwych razem.

  2. ~goostaf pisze:

    Przykro mi iwand71, ale temu facetowi nie da się nic wbić do łba. Już wiele osób pisało tu wprost, że należy zakończyć ten „związek”, ale gościu jest masochistą.
    Tak naprawdę winą za nieszczęścia córy należy winić ojca, bo dawno już powinien uciąć tę gehennę. Mimo całej niestosowności takiego porównania zachowuje się jak koleś namawiający Żydów do pozostania w III Rzeszy, bo przecież wszyscy byli obywatelami tego kraju i słuszne jest żeby żyli w miłości i pokoju.
    Albo jak ksiądz namawiający do pozostania z mężem który pije i bije, bo święty związek małżeński itd.

    1. TatadlaMarianny pisze:

      Tak. Trudno się nie zgodzić :) Jednak prawdziwe uczucie jest ponad to. Prawdziwe uczucie nie jest wygodnym umoszczeniem się w swoim małym grajdołku tylko byciem pomimo kłopotów i trudności. Tak to przynajmniej rozumiem. Wiem też z doświadczenia, że kobiety pomimo różnic są bardzo w swoim szaleństwie podobne. Egoizm, samo decydowanie o swoim losie, brak skrupułów i granic dla swoich słabości. Szukałem ale wciąż to były klony Ewy. Nie ma we mnie żyłki poszukiwacza przygód jeśli z dużym prawdopodobieństwem spotka mnie to samo a to jest matka mojego dziecka, kobieta z którą przeżyłem wspólnie kilka lat. Zakochiwanie nie jest dla mnie priorytetem skoro finał znany jest już na początku.

  3. ~wredna pisze:

    Z dużym zainteresowaniem czytam Twojego bloga. Ciekawie piszesz, ciekawie się czyta.
    Pozwolę sobie napisać kilka słów (mało przyjemnych) bo mam wrażenie, że mam coś z Twojej Ewy
    Moja historia w dużym skrócie. Poznałam Pana D. i razem stworzyliśmy czuły, kochający się związek. Niestety po okresie kilku miesięcy Pan D. okazał się być człowiekiem bardzo zaborczym. Związek zakończyłam ale na moje nieszczęście?/szczęście? Pan D. miał odmienne zdanie. Wciąż piszę, dzwoni, informuje, że kocha(od zakończenia związku minęły już 2 lata!)….że będzie czekał na minie całe życie bo warto itp. Na początku było to bardzo irytujące ale po czasie jego męczące wywody przekułam na swoją korzyść. Jak teraz to działa? Jeśli w moim życiu jest stabilizacja, spokój to Pan D. jest dla mnie powietrzem. Nie widzę , nie czuję , nie interesuje mnie co się z nim dzieje. Jak tylko przytłoczy mnie chwilowo ‘życie’, jestem w gorszym nastroju, potrzebuje się wygadać, potrzebuję przytulenia, nowych perfum, wyjścia na kolację….to przypominam sobie, że jest Pan D. Wystarczy, że ‘zrobię smutne oczy’ i na przysłowiowe pstryknięcie palca jest u progu mych drzwi gotowy spełnić wszystkie moje prośby. A ja? Jak tylko Pan D. wysłucha, przytuli i wróci do domu (już w drodze pisząc z nadzieją, że może nie wszystko stracone)….ja odstawiam Pana D na boczny tor, ponownie staję się powietrzem dla mnie. Jest w moim życiu na moich warunkach, tylko wtedy kiedy JA tego chcę. Nazwijmy rzeczy po imieniu….w moich oczach jest ‘frajerem’ a ja jestem bezlitosna suką….życie (chociaż jestem przekonana, że karma do mnie wróci bo nie można w tak cyniczny, chłodny sposób grać na uczuciach innych).
    Jeszcze jedna ciekawostka. Raz…tylko raz Pan D. mnie odmówił, nie zgodził się na mój kaprys, nie odzywał się dłuższą chwilę. I wiesz co??To właśnie wtedy poczułam coś na kształt szacunku do jego osoby….że szanuje sam siebie i ma w czterech literach głupie zagrywki panny, która interesuje się nim wtedy kiedy jej się to podoba, KIEDY CZEGOŚ CHCE OD NIEGO. Co więcej…….zaczęłam się bać! Bałam się, że straciłam swój parasol ochronny, że jak będzie źle i jak będę potrzebowała pomocy to on już nie odbierze telefonu. Oczywiści tak się nie stało. Wciąż w chwili słabości mogę poprosić o spotkanie a Pan D. na nie z prędkością światła.
    Sumując Pan D. jest w moim życiu tylko wtedy KIEDY CZEGOS OD NIEGO POTRZEBUJĘ (głównie zaspokojenia moich potrzeb emocjonalnych….przytulenia, potwierdzenia, że jestem dla kogoś ważna)
    Wykorzystuję go tak jak Ewa wykorzystuje Ciebie. Zadaj sobie pytanie czy Twoja ex partnerka zrobiłaby coś dla Ciebie BEZINTERESOWNIE? Odpuści zajęcia na siłowni na rzecz rozmowy z Toba kiedy masz gorszy dzień? Nie łódź się, że swoim postepowaniem ‘walczysz’ o związek. Mam wrażenie, że z jej strony nigdy nic się nie zmieni. Dla niej jest to układ idealny. Jak coś chce to jesteś, jak jesteś niepotrzebny to mama ma swoje życie i nie ma w nim miejsca dla Ciebie. Czyste wyrachowanie.
    Co do dziecka to w stu procentach podzielam zdanie iwand71 ‘Dziecko jest szczęśliwsze widząc szczęśliwych rodziców osobno niż nieszczęśliwych razem’.
    Relacja w której raz ‘udajecie’ rodzinę jak mama ma gorszy dzień aby zaraz potem wrócić do kłótni, rozstania tylko miesza dziecku w głowie.

    Pozdrawiam

    1. TatadlaMarianny pisze:

      Wszystko to prawda jak cholera. Prawdą jest też, że ona mnie wyczuwa pomimo odległości. Kiedy jestem już pogodzony ze swoim losem. Układam sobie życie bez oglądania na nią. Kiedy uspokajam się i prostuję swoje ścieżki ona mnie atakuje chcąc wyprowadzić z równowagi. Robi to na dwa sposoby: atakuje i straszy retorsjami poprzez dziecko albo jak teraz przychodzi i udaje że nic się nie stało zaznaczając swoją niezależność czyli jest kiedy chce, jak chce i niczego nie obiecuje. Później znika i mam miesiąc lub dwa spokoju.
      Czy jest dla mnie w jakikolwiek sposób? Hahaha…. proszę. Oczywiście, że nie. Nigdy z niczego dla mnie nie zrezygnowała i nie zrezygnuje więc nawet nie proszę. Już na początku związku kiedy dziecko było w drodze twardo oznajmiła, że nie zamierza ani dla mnie ani dla dziecka rezygnować ze swojego standardu życia więc albo nagle zacznę zarabiać na jej panieńskie potrzeby i dziecko albo ona wraca do pracy najszybciej jak to możliwe. Wtedy brałem to tylko za takie kobiece gadanie wiedząc z doświadczenia, że dziecko to wielka rewolucja w życiu bo bycie rodzicem oznacza wiele poświęcenia i wyrzeczeń. Myślałem, że kiedy dziecko pojawi się na świecie to ją odmieni. Nie odmieniło. Wręcz przeciwnie. Wzięła na siebie więcej obowiązków poza domem (studia, sport, terapia i dużo pracy) a mnie zostawiła samego z dzieckiem. Później odeszła na dobre (do młodszej ;). Nigdy mnie nie kochała i nie szanowała, nigdy nie była przy mnie szczęśliwa co podkreśla za każdym razem. To i że nie o to jej w życiu chodziło. (???) Chciałbym jednak wiedzieć o co jej w życiu chodzi.

      O co Tobie w życiu chodzi? Czemu robisz to co robisz? Jaki masz plan dla siebie na przyszłość? Czego dla siebie chcesz w życiu? itd…. I moje najważniejsze pytanie: Czemu w ogóle to robisz? Jemu i sobie? Bo możesz? Bo dominujesz? Możesz z nim zrobić co zechcesz? Dowartościowujesz się poniżając? CZEMU? Jaki masz plan na siebie i swoje życie? Co dla Ciebie znaczy satysfakcjonujący związek? Jak wyglądają Twoje inne relacje? Czy wybierasz tych złych, którzy niszczą i poniżają odbierając godność i poczucie wartości? Czy satysfakcjonujący związek we dwoje przepełniony szacunkiem i miłością to nie jest właściwy cel? Dla mnie jest. Dlatego nie rozumiem tego co się dookoła mnie dzieje. Dlatego wciąż przegrywam bo nie biorę pod uwagę, że mogą być ludzie, których to nie interesuje. Nie rozumiem jak ludzie mogą chcieć żyć w rozpaczy, łzach i poniżeniu. Ile tak można? Po co tak żyć kiedy można normalnie? Spokojnie, godnie w poczuciu własnej wartości z kochającym i kochanym mężczyzną u boku???????????????

      Dziękuję za komentarz. Cieszę się, ze mogę poznać punkt widzenia drugiej strony. Tylko nadal nie rozumiem pobudek. Nie widzę w tym żadnego sensu.

      1. ~wredna pisze:

        Dlaczego to robię? Bo jestem egoistka (tak jak każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu)….bo strasznie boje się samotności (a jego ‘obecność’ daje mnie poczucie, że nie jestem sama). Nie dowartościowuję się takim zachowaniem. Mam świadomość, że go ranię….ale robię dalej BO NA TO POZWALA, BO MAM Z TEGO JAKĄŚ KORZYŚĆ(materialną, emocjonalną na chwilę), bo wciąż nie jestem w nowym związku…a on robi za ‘wypełniacza’ tej ‘związkowej’ dziury, BO TO UKŁAD IDEALNY…….pozbyłam się jego zaborczości a mam jedynie jego czułość i to tylko wtedy kiedy JA tego chcę.
        Jest praca, znajomi, spotkania towarzyskie to nie ma miejsca w moim życiu na Pana D. Jest mi smutno, mam gorszy dzień to dzwonię i pojawia się Pan D. Jak pocieszy to znowu przestaje dla mnie istnieć. Ja również (tak jak Ewa) jasno i wyraźnie komunikuję, że nie kocham i o wspólnym życiu może jedynie pomarzyć. Nie okłamuję, że mi zależy. On zawsze może odmówić spotkania, powiedzieć żebym radziła sobie sama skoro nic dla mnie nie znaczy…..a jednak tego nie robi. Tutaj pojawia się moje pytanie do Ciebie. Jak myślisz dlaczego nie odmawia? Dlaczego wciąż powtarza, że kocha skoro ja nie odwzajemniam jego uczuć. Czy naprawdę można być aż tak zaślepionym nieodwzajemniona miłością? Jak długo można pocieszać i dbać o kogoś kto ma Twoje uczucia głęboko w czterech literach i zupełnie nie myśli o Twoich potrzebach. Z takich relacji się ucieka jak najdalej.
        Jestem empatyczną (nie dla Pana D) i stałą w uczuciach osobą(możesz mieć duże wątpliwości biorąc pod uwagę to co pisałam powyżej). W swoim 36- letnim życiu byłam zaledwie w dwóch związkach (14-letnim z ojcem mojego dziecka) i 3-letnim (z Panem D.) i wciąż marzę i liczę na związek… jak to ująłeś „przepełniony szacunkiem i miłością”. Niestety nie będzie to związek z Panem D…………jego zaborczość zabiła wszelkie pozytywne uczucia we mnie….pozostało moje wyrachowanie. Na moje zachowanie względem jego osoby ma też wpływ to jak traktował mnie kiedy w związku byliśmy oraz moje doświadczenia z przeszłości (baaardzo bolesne rozstanie z ‘pierwszą miłością życia’)
        Ewa jest osobą wyrachowaną …..nie dba o Twoje uczucia. Jest jej wygodnie. Nie ‘męczysz’ jej swoją codzienną obecnością . Jesteś tylko na chwilę, na pocieszenie. Jak pocieszysz to schodzisz na daleki plan. I tak będzie……….dopóki ona nie zakocha się w innym……….. wtedy przestaniesz dla niej istnieć….pozostanie zdawkowe ‘cześć. Co słychać” przy zmianie ‘warty’ nad dzieckiem. Tak myślę.

        Przepraszam za chaotyczne pisanie ale….piszę w godzinach pracy…. A szef spogląda groźnym okiem;)))

        1. TatadlaMarianny pisze:

          Miłość prawdziwa nie oczekuje wzajemności. Może dlatego Pan D nie odmawia. Dlatego ja nie odmawiam. Wiem co czuje i to jedyna autentyczna cześć mnie dzięki której mam jeszcze do siebie szacunek. Tak, tak nie mylisz się szacunek. Choć próbowałem to zmienić wszystkie moje poszukiwania kończyły się stwierdzeniem: Mam dość czterdziestoletnich kobiet o emocjonalności dziecka. Pasuję. To matka mojej Córki, której poświeciłem kilka lat życia. Mam to sprzedać za garść nic niewartych obietnic bez pokrycia? Wprowadzić w życie dziecka inną kobietę niż mamę? Za duże ryzyko.

          Piszesz, że był zaborczy. Pomyśl czy Ty jesteś idealna ;) Pewnie też byłem zaborczy. Wiesz czemu? Nigdy nie usłyszałem słowa: Kocham (No może nie nigdy. Powiedziała to raz: Zakochałam się. Masz się wyprowadzić ;) Nigdy tego nie czułem, nie byłem pewien stanu jej uczuć. Naturalną koleją rzeczy pojawiły się wątpliwości, po nich lęk a to prosta droga do przesadnej zazdrości. Strach zawsze rodzi potwory. Tak było i tym razem. Czego oczekiwałem? Tego czego oczekuje każdy mężczyzna: kobiety która się szanuje. Mężczyzna, który kocha tego oczekuje, ze ukochana nie zrobi niczego co mogło by postawić ją w dwuznacznej sytuacji. Podejmując jakieś działania zastanowi się. Dużo? Dla wielu kobiet zbyt dużo. Bo czemu mam się ograniczać? „Kiedy byłam sama nie musiałam z nikim i niczym się liczyć. Czemu nie mogę pisać, dzwonić, spotykać się z innymi mężczyznami, wychodzić sama na imprezy, wyjeżdżać ze znajomymi?” Jeśli nałożymy na to osobowość o skłonnościach do autoagresji mamy gotowy przepis na epicką tragedię.

          Ewa niczego nie obiecuje ale też nigdy nie obiecywała. Nie mówiła: Kocham. Rzadko się przytulała. Nie rozmawiała o tym co czuje i jak się czuje (od tego jest terapeuta). Wciąż miała setki zastrzeżeń i pretensji i to wszystko pozostało. Miała wiele wad i ma je nadal. Nie zmieniła się i wcale tego nie oczekuję. Kiedy zrozumiałem, że kocham ją właśnie taką; odeszła. Znosiłem wszystko i znosiłbym dalej. Wiem, że mam ogrom wad ale zrozumiałem, że można kochać pomimo nie za coś. Dorosłem, nauczyłem się dawać bez żadnych oczekiwań na wzajemność. Póki walczyliśmy z problemami związku we dwoje była szansa. Kiedy wplątała się w to osoba trzecia i zamiast zwrócić się do wewnątrz Ewa wyszła na zewnątrz straciłem nadzieję.

          Na koniec zadam jeszcze jedno pytanie: Jesteś pewna, że w tym układzie to Ty czerpiesz korzyści a Pan D jest głupim frajerem, który pozwala się nadużywać? Myślę, że się mylisz i że może być zupełnie inaczej. Może na moim przykładzie. Nie zamierzam budować innego związku, innej relacji. Poświęcam dużo energii dziecku, prawie nie dysponuje wolnym czasem. Wciąż jestem emocjonalnie związany z Ewą. Co mogę w takiej sytuacji zrobić? Wiem, wiem…. próbowałem. Mojej sytuacji nie zaakceptuje raczej żadna myśląca kobieta. Egoistki, rozwój osobisty, ekwiwalentność relacji, wolność, wiatr we włosach, dalekie podróże itd. Nie mam więc wielkiego wyboru. Tak naprawdę są trzy możliwości:
          1. Inny związek czyli poszukiwanie miłości ze wzajemnością (patrz j.w.).
          2. Miłość platoniczna – bez wzajemności (jest).
          3. Czarna dupa czyli nic, poddać się, wpaść w depresję – terapia lub leki garściami.

          Co wybrałem? Tak naprawdę jedyną możliwą wersję rzeczywistości, która jest dla mnie dostępna, która pozwala funkcjonować.
          Mam więc wielkie autentyczne uczucie. Cieszę się każdą chwilą z Ewą. Nie marzę o wielkim niczym (pkt 1) już nie, nie mam depresji (pkt.3) spełniam się jako ojciec.
          Co ma Ewa? Z takim podejściem do życia pewnie kilka kolejnych epizodów z niewłaściwymi ludźmi; zakochiwanie-depresja-odkochiwanie….. po drodze: brak szacunku do siebie, poniżenie, autodestrukcja itd. Ma 44 lata więc długo nie poszaleje ale to może naprawdę boleć. Namiastkę emocjonalnego wsparcia ode mnie. Traci każdego dnia kontakt z dzieckiem poświęcając swój czas na sport, pracę, terapię znajomych, zakochiwanie. Od rodziny się odsunęła wiec tak naprawdę jedyną bliską osobą jaka jej pozostała jest dziecko a to słabe jest…. bardzo.

          Kto zatem zyskuje a kto traci? Kto kocha a kto otrzymuje ochłapy? Współczuję z całego serca. Nie ma niczego autentycznego i nigdy nie będzie miała. Wszystko to namiastki, złudzenia, skażone bólem i cierpieniem, lękiem przed samotnością.

          Śmiałem się ostatnio, że powinna spotkać kogoś takiego jak ja i żebym to nie był ja :) Nie jest to jednak prawda. Tak bardzo zabijała mnie w sobie, żeby uzasadnić swoją nieuczciwość i nadużycia, że nigdy nie spojrzy na podobnego do mnie. Wybierze drania który ją sponiewiera i porzuci. Oby tylko :(
          Martwię się o Nią. Bardzo. Wiem jednak, że nic zrobić nie mogę poza tym co robię. Jestem.

          Czemu nie napisałaś jaki masz pomysł na siebie i swoje życie. Pomysł na przyszłość.

          1. ~wredna pisze:

            ‘Miłość prawdziwa nie oczekuje wzajemności’……….ja już jestem uczulona na takie farmazony. Uczucie bez wzajemności to udręka, głupota, masochizm. Wzajemności nie oczekuje miłość platoniczna jak napisałeś w swoim poście….ale co to za miłość….to namiastka uczucia. Taka miłość ‘prawdziwa’, która nie oczekuje wzajemności jak dla mnie możliwa jedynie w relacji rodzic- dziecko (i nie odwrotnie bo z tym różnie bywa).

            Czy jestem idealna? Nawet nie musze się zastanawiać…nie jestem…. i co więcej jestem w pełni świadoma swoich ‘niedociągnięć’ charakteru. Nie ma ludzi idealnych 
            Piszesz, że nigdy nie usłyszałeś od Ewy słowa ‘kocham’ i nigdy nie byłeś przekonamy co do jej intencji, szczerości uczuć……..no to miałeś duuuużo odwagi decydując się na dziecko. Z boku ( jak dla mnie ) wygląda to tak, że dwoje egoistów decyduje się przywołać na świat małą istotkę. Ewa – egoistka bo zegar biologiczny tyka (pisałeś, że Ewa jest po czterdziestce a Maniuszka jak dobrze kojarzę ma około 7-8 lat) Tata-egoista bo myślał, że dzieckiem zatrzyma mamę przy sobie……a teraz ojcowskie dylematy jak poprowadzić Maniuszkę przez życie aby jej psychika jak najmniej ucierpiała. Smutne.
            ‘Bo czemu mam się ograniczać? „Kiedy byłam sama nie musiałam z nikim i niczym się liczyć. Czemu nie mogę pisać, dzwonić, spotykać się z innymi mężczyznami, wychodzić sama na imprezy, wyjeżdżać ze znajomymi?” ……….trochę mnie zmroziło jak to przeczytałam…przed oczami stanął mnie Pan D.
            A co jest złego w tym, że jedna ze stron spotka się sama ze znajomymi? Co jest złego w smsie, rozmowie telefonicznej z kolegą/koleżanką? Dlaczego było użyte słowo „ograniczać”.
            Zdrowa relacja dla mnie to taka, w której oprócz wspólnego życia każda ze stron ma też chwilę na SWÓJ świat, chwile tylko dla siebie. Tylko osoba z bardzo zaburzonym poczuciem własnej wartości widzi w takim zachowaniu ‘problem’ i ‘zagrożenie’. Widzi ‘zdradę’ na zwykły uśmiech sąsiada, który wita się zdawkowym ‘dzień dobry’. Kontroluje, zatruwa życie drugiej osobie powoli zamykając ją w złotej klatce do której tylko on ma klucz. Bez sensu! Znalazłam w necie fajnych zdań kilka….mogę się pod tym podpisać….to moja wizja związku jaki chciałabym jeszcze kiedyś ‘stworzyć’:

            „Wiesz, co się liczy długoterminowo w związkach? Nie jest to seks, nie są to emocje, nie jest to wygląd. Tym czymś jest spokój. Możliwość wyjechania z kumplami na weekend i nie zastanie po powrocie zapłakanych oczu. Możliwość zamknięcia się w pokoju i poczytania książki bez pytania: „Stało się coś? Kochasz mnie?” Możliwość umówienia się z koleżanką z pracy bez podejrzeń o zdradę, ale też bycie wolnym od podejrzewania swojej dziewczyny o to, że ciebie zdradza.
            Najważniejsza jest PRZYJAŹŃ z osobą, która potrafi samodzielnie żyć i to, żeby się wzajemnie nie poddusić swoimi problemami, oczekiwaniami, lękami i emocjami. Każdy potrzebuje powietrza, żeby nim oddychać, a jeśli go nie ma, to idzie go szukać gdzieś indziej.”

            Piszesz, że już nie jesteś zainteresowany nowymi relacjami z kobietami. Nie szukasz bojąc się kolejnych rozczarowań. Żyjemy tylko RAZ….warto spróbować;)) No chyba że już całkowicie pogodziłeś się z tym, że dla Ewy będziesz już tylko OPCJĄ, PLANEM B(jakie to smutne być dla kogoś tylko opcją,….masakra….nie do przyjęcia dla mnie…..i wciąż niezrozumiałe jak Pan D godzi się być OPCJĄ dla mnie). Jak jej się w życiu się nie ułoży to NIE Z MIŁOŚCI a z braku laku przypełza do Ciebie. Co z tego? Obawiam się, że po krótkim czasie w waszym życiu zapanuje chaos a na to wszystko z boku swoimi małymi oczkami patrzeć będzie Maniuszka…..i taki obraz rodziny zostanie w jej głowie….i całkiem możliwe, że z taką wizją związku wyniesioną z domu, będzie miała problem stworzyć zdrową, partnerską relację w swoim życiu.

            Moje plany na życie? Z wyprzedzeniem planuje co najwyżej 7 dni;)) Żyje dniem dzisiejszym ciesząc się, że rano z uśmiechem wstaję do pracy (uwielbiam swoją pracę;)), że mam zdrowe dziecko. Jeśli do tego obrazka dodamy mężczyznę z podobnym do mojego spojrzeniem na świat, na życie….to już będzie blisko ideału;)…….jeśli mężczyzna się nie pojawi…….też dobrze będzie……na chłopach świat się nie kończy;))

            Ps. ‘Kto zatem zyskuje a kto traci? Kto kocha a kto otrzymuje ochłapy’…….Ewa chociaż szuka, daje sobie szanse na miłość……TY dostajesz ochłapy….kilka wspólnych chwil jak Ewa ma gorszy dzień.

            Pozdrawiam.

          2. TatadlaMarianny pisze:

            Poziom niezrozumienia między nami jest tak wielki, że chyba nie chce mi się już pisać. Nie chciałem nikogo zatrzymywać tylko cieszyłem się że spotkałem kobietę która jak ja chce na nowo ułożyć sobie życie i widzi możliwość posiadania dzieci. Gdybym wtedy rozumiał jakimi w rzeczywistości kieruje się pobudkami ale teraz to nie ma znaczenia. Jest Marianna i to warunkuje moje życie bo niestety nie ma wpływu na życie Ewy. Ma zabawkę, koleżankę, kompensuje sobie emocjonalną pustkę licząc na bezinteresowną miłość dziecka ale jak sama zauważyłaś takie myślenie ma krótkie nogi.

            Nie interesuje mnie życie obok siebie, układ koleżeński. Ludzie którzy chcą tworzyć związek a jednocześnie zastrzegają sobie zupełną wolność i niezależność. Absurd. Ty sobie, on sobie. Czasem spotykacie się w domu, czasem pogadacie, czasem wylądujecie w łóżku. Póki miło i przyjemnie. I broń boże nie obarczajmy się wzajemnie swoimi problemami. Idealny układ patologiczny. Czysty przykład jak związek i miłość wyglądać nie powinny. Pachnie mi tu jakąś podręcznikową bzdurą rodem z kolorowych czasopism lub wygadaną na sesji z terapeutą ;) Powodzenia którego taki związek na pewno nie zapewni. piszesz, że ludzie żyjący razem nie chcą mieć wspólnych znajomych, nie chcą spędzać razem czasu, bawić się i cieszyć wspólnym byciem razem? To po co w ogóle być razem? To już wygodniej umawiać się na randki, chodzić do łóżka kiedy ma się na to ochotę i każde do swojego łóżka. Ograniczać? Jeśli spędzanie wspólnie czasu, radość z bycia razem, wspólna zabawa, zainteresowania i wspieranie się kiedy ma się trudniejszy czas to ograniczenia to o jakiej relacji Ty w ogóle mówisz?????? Uczucia? Tu nie ma uczuć. Jest czyste wyrachowanie. Wygodnictwo. Niechęć do brania odpowiedzialności za związek, partnera, relację. Dziecko pięcioletnie jest mądrzejsze i nigdy nie nazwie tego związkiem, miłością. Cynizm takiego rozwiązania mnie poraża. Nie. Chcę mieć z kim poznawać życie, ludzi, bawić się, cieszyć i płakać. Dzielić tym co dobre i mieć wsparcie kiedy jest źle. Tego chcę…. życia we dwoje. Nie osobno.

            Wspólnie nie osobno. prosty przykład. Cztery lata studiów. Ciężkich, zjazdy w każdy weekend i nauka w domu. Ja z dzieckiem. Siedzę czekam, znoszę fochy i narzekania. Nadal jest sport, terapia i praca. Wciąż jest zmęczona, podirytowana. Słucham obietnic, że kiedy sesja i wakacje to razem nadrobimy stracony czas. Sesja się kończy i co? Ewa odpoczywa…. ode mnie i dziecka. Sama. Zajebiste rozczarowanie.
            Bieganie. Pięć lat sam, z dzieckiem w wózku, z dzieckiem na rowerze. Trzy cztery razy w tygodniu. Zawody sam z dzieckiem. Znajomi zajmują się Maniuszką bo ona zmęczona w domu. Bo praca, studia itd. Ewa nie chce. Teraz biega jak oszalała…. sama lub z nowym nabytkiem. Można? czemu nie można było wspólnie…. jak to może scementować związek. Wspólne pasje. Wspólni znajomi. Wolny czas aktywnie razem. Nigdy nie chciała.
            Zazdrość, zaborczość, ograniczanie – piękne etykiety. Pomijam moje życiowe perypetie ale Ewy byłe znajomości to mega patologie (bez zagłębiania się w szczegóły) i dziwne przyciąganie przed którym nie mogła się powstrzymać. Czwarty miesiąc ciąży. Jedyny raz kiedy przy mnie płakała przyłapana na milusiej korespondencji z byłym facetem: „Tęsknie, brakuje mi ciebie, miłe wspomnienia….. Kuźwa….. jeden przykład z wielu i do tego mniej ekstremalny.
            Nigdy nie mówiła: Kocham. Nigdy nie była wylewna. Rozmowy z innymi? Słonko moje, kochana, kwiatuszku…. do mnie zawsze oschle. Wyobraź sobie, że nigdy nie zdrabniała mojego imienia? Nie było misiów, słoneczek, mojego kochania. Ograniczałem?
            Próbować nadal? Może bym i chciał ale większość kobiet jest taka jak wy. Bez szans na zrozumienie czym jest głęboka emocjonalna relacja dwojga ludzi. Tak i Ty i Ewa zaliczacie się do ludzi, którzy uważają, że wszystko się możne wydarzyć, że świat tylko czeka, żeby was obdarzyć niewyobrażalnym szczęściem wystarczy się tylko schylić, poczekać. Wszystko przyjdzie samo, lekko bez wyrzeczeń, bólu i łez. Bez wysiłku i poświecenia. Pragnę tylko uświadomić, że świat nie funduje darmowych obiadów. Udane życie nie jest za darmo, za nic.

  4. ~nutika pisze:

    Mylisz się. Nie wszystkie kobiety są takie jak wredna i Ewa. Rozejrzyj się wokół. Jest mnóstwo rodzin, w których ludzie darzą się wzajemnym szacunkiem i miłością, wspólnie wychowują dzieci, wspierają się. Może tak zafiksowałeś się na typie kobiety podobnym do Ewy, że wszelkie próby stworzenia czegokolwiek z kimś innym właśnie tak się kończą, ciągnie Cię do klonów Ewy. Inne są dla Ciebie nudne, nieciekawe, budzą za mało emocji. Moje małżeństwo też jest dalekie od ideału. Walczę o nas, bo kocham. Nie szukam nikogo innego, bo on jest moim mężem, ojcem naszego syna. Ale On też walczy o nas. Mam nadzieję, że motywacja jest taka sama jak u mnie – bo nas kocha, a nie dlatego, że „i tak wszystkie baby są takie same”;) Sam piszesz, że kiedy zaczynasz dochodzić do siebie, układać swoje życie, ona się zjawia i wszystko się rozsypuje. Przestań na to pozwalać. Nie zmusisz nikogo do miłości. Ona krzywdzi Ciebie i Córkę, skoro kochasz to powiedz w końcu dość. Skoro nie chce Ciebie, nie kocha to nie pozwól robić z siebie chustki, w którą wyciera łzy jak jej źle i wyrzuca (bez żalu i wyrzutów sumienia). Nie jesteś rzeczą!

  5. ~iwand71 pisze:

    Te Twoje wypowiedzi o miłości to mi żółcią podchodzą. Miłość, o której piszesz może być do dziecka, a i to nie zawsze. Może byc do obrazka, do boga, do idola. Prawdziwa miłość jest tylko wtedy gdy daje spełnienie. A Tobie nie daje (no chyba że jesteś masochistą). Ona Cię nie kocha, on ma Cię gdzieś. Ale to już wiesz. Czego nie wiesz to to, że wcale się nie ogarnąłeś, wcale nie zacząłeś układać sobie życia. Wciąż jeszcze czekasz, łudzisz się, odwlekasz.
    Napisałeś, że są tylko trzy możliwości.
    1. Inny związek czyli poszukiwanie miłości ze wzajemnością (patrz j.w.).
    2. Miłość platoniczna – bez wzajemności (jest).
    3. Czarna dupa czyli nic, poddać się, wpaść w depresję – terapia lub leki garściami.
    Ależ jest jeszcze wiele możliwości! Tylko musisz odrzucić wszystkie wyżej wymienione. Najpierw zająć się sobą. Poukładać sobie wszystko. Znaleźć coś do roboty poza dzieckiem. Albo z dzieckiem jak Ci bez dziecka nie pasuje. Pamiętaj że córka rośnie, niedługo pójdzie w dal i zostaniesz sam. Zdziadziejesz. Dzieci nie mogą stanowić całej treści życia, to byłoby chore. Dzieci chcą żeby rodzice byli szczęśliwi, bo wtedy też czują się szczęśliwe i spełnione. Dlatego ważne żebyś znalazł cel w życiu poza domem, pasję jakąś, żebyś wyszedł do ludzi, nie na zasadzie poszukiwania miłości, bo na to nie jesteś gotowy. Jak będziesz gotowy to miłość sama się znajdzie. Prawdziwa, bo to co teraz masz to jest wielkie G. A jak się nie znajdzie to też nic się nie stanie. Najważniejsze to kochać siebie. SIEBIE.

  6. ~misza pisze:

    Czytając definicje prawdziwej miłości i związku dobrego jaką widzi autor bloga mam ochotę wstawić jeden termin:

    GŁUPOTA – „niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości, nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowo-skutkowych”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>