Sprawozdanie

Wakacje na półmetku a nic nie napisałem. Przypomniano mi o bolgu. Przypomniano, że warto się podzielić. Miła nieznana mi czytelniczko lub czytelniku oto sprawozdanie z ostatnich miesięcy.

Pani mama – natrętnie wciska się w nasze życie kiedy to jej pasuje mimo moich próśb i napomnień chce utrzymywać koleżeńskie kontakty. „Koleżeńskie” – to dokładny cytat. Nie chcę. Nie życzę sobie. Nie mam przyjemności. Odpowiadam konsekwentnie. Pomimo tego przychodzi do nas i zaprasza do siebie mówiąc: Jesteś głupi, no o co ci chodzi, wejdź. Nie chcę. Tak po prostu mam dość. Nie i już. Tylko kiedy tylko widzę proszące spojrzenie Maniuszki mięknie mi serce i ustępuję.

Pieniądze.
O to się zawsze kłóci. Przesyłam zestawienie i wciąż są utarczki. Nie płaci regularnie. Neguje jakieś drobne pozycje tylko po to by opóźniać. Ostatnio zażądała faktur, rachunków, przelewów, rozpisania wszystkich zajęć na dni i godziny z cenami zajęć. Co mogłem zrobiłem choć kosztowało to mnie dodatkowe pół dnia dłubaniny. Na koniec i tak płaci ale to jest droga przez mękę. Czuję się jak żona alimenciarza ;) Szczególnie żałośnie kiedy w przypływie szczerości wyznała, że na mleko i napoje sojowe w miesiącu wydaje więcej niż na dziecko. Później straszyła, że będzie odejmować za ubrania i buty, które kupuje. Odpowiedziałem wtedy: Kupuję to co jest potrzebne i ja ale nie zamierzam się z tobą ścigać na metki. Nie stać mnie na markowe rzeczy. Zapomniała o wożeniu, jedzeniu co dnia, kilkunastu urodzinach klasowych i innych z prezentami włącznie i wieloma innymi drobiazgami na które składa się codzienne życie dziecka.

Podział czasu.

Weekendy moje są tylko moje. Robimy z Marianną różne rzeczy samodzielnie. Mama po pięć, sześć dni milczy. Weekendy mamy są….. też moje. Może pójdziesz z Marianną,  bo chcę pobiegać? Może masz gdzie ją zabrać bo jestem zmęczona? Pewnie, że chcę a jeśli nie mam gdzie to improwizuję byle tylko spędzić chwilkę razem z Maniuszką. Od początku roku do wakacji tylko weekend świąteczny i przedłużony majowy nie byliśmy razem.

Szkoła.

Tak; jest się czym pochwalić. Jedna z najlepszych w klasie. Jako jedyna z szóstką z instrumentu. Drugie miejsce na konkursie fletowym. Zawsze chwalona. Zawsze pomocna. Koleżeńska. Otwarta. Chętna do wszystkich rodzajów aktywności. Zakończenie roku – bez mamy. Szkoła muzyczna to nie był mój pomysł. Dziecko niepotrzebnie męczysz. Realizujesz swoje chore ambicje. Słyszę na każdym kroku. Sport – do tego powinieneś dziecko zachęcać. Jakbym nie jeździł na lekcje pływania co tydzień, treningi, nie jeździł na zawody, nie jeździł na rowerze, rolkach itd. Pouczanie, połajanki a jeśli już coś musi się dziać zostaję sam. Lubię aktywność fizyczną więc nie ma sprawy. Jeździmy, chodzimy, biegamy. Mama ma czas na swój boks i bieganie. Na zajęcia Marianny już nie. Raz zabrała Maniuszke na trening na którym Ta przesiedziała z telefonem w dłoni grając i nudząc się półtorej godziny. Powiedziałem wtedy: Nigdy więcej. Po moim trupie. To mama teraz odbiera Mariankę w piątki przed swoim weekendem (lub raczej ja zawożę) przed dwudziestą pierwszą ;) Mamy więcej czasu dla siebie. Choć wtedy Marianka wciąż pyta: Kiedy przyjedzie mama? lub Kiedy jedziemy do mamy? Serce się kroi ale co robić innego? Pozwalać dziecku na siedzenie w śmierdzącej potem sali? Pozwolić na oglądanie mamy kiedy ta uczy się walić ludzi po głowie? Zdecydowałem: NIE.

Wakacje.

Koniec roku szkolnego za pasem. Już od maja planuję wakacje. Wyjazd na półkolonie konne, warsztaty muzyczne, dogaduję się z Dziadkami, zamawiam kwaterę nad morzem od 12 sierpnia do 2 września. Mama milczy. Do czasu. Napisała w sprawie wakacji: Chciałabym wyjechać z Marianną od 30 lipca do 6 sierpnia. Pasuje Ci? Pasuje. Odpowiadam. Resztą jest zupełnie niezainteresowana. Z kim Marianna zostaje rano? Poza zakresem percepcji pani mamy. Ogarniam to w pojedynkę. Powoli mama dowiaduje się o wszystkim od Marianny. To kiedy ten wyjazd na warsztaty? Dobrze, ze zapisałeś Mariannę na konie (później i tak zapomniała kiedy to ma być – „Jestem taka zabiegana, wyleciało mi z głowy.”). Dziewięć tygodni wakacji. Tydzień z mamą. Poza tym standardowo wtorkowe i czwartkowe wieczory i co drugie weekendy dla mamy. Raz z tej okazji pojechały do rodziny, łącznie cztery dni. Raz zawiozła i odebrała Mariankę z koni. W nagrodę naliczyliśmy z Marianką jedenaście wielkich bąbli od ugryzień komarów (Maniuszka jest uczulona).  Przegrałem – cztery dni i zero ugryzień. Zawsze spryskiwałem Mariannę antykomarem. Jeden dzień mamy i jedenaście bramek strzelonych. Zapomniała. Gdybym to ja zrobił? Miałaby używanie. Siedzę cicho bo co da napominanie. I tak następnym razem zapomni a ja mam o jedną awanturę mniej. czysty pragmatyzm.

Pozostałe osiem tygodni wakacji na mojej głowie. Narzekam? Nie. Tak mam. Tak sobie żyję. Tak do tego przywykłem, że teraz mając tydzień bez Marianny przed sobą nie mam co ze sobą zrobić. Znajomi wyjechali. Pracuję. Może nie zupełnie nie mam planów ale tak jakoś w sercu i w domu pusto. Przeżyję. Cieszę się z tych trzech tygodni z Marianką nad morzem. Nie mogę się doczekać. To już wkrótce. Będziemy się bawić, nudzić, biegać, plażować, jeździć na rowerach, pływać, rozmawiać, sprzeczać, zwiedzać. Cieszyć czasem tylko we dwoje. Rok szkolny i miastowe zabieganie nie sprzyjają integracji. Mimo, że zawsze razem wciąż organizujemy się zadaniowo. Teraz zupełne lenistwo nas czeka ;)

Wszystkim czytającym życzę udanych wakacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>